W części 2 tej serii pisaliśmy o zimowaniu na wodzie od strony instalacji pokładowych: akumulatorów, zasilania z lądu, agregatu, klimatyzacji i wody. W części 3 — o zimowaniu na lądzie, które w Polsce i na Bałtyku jest standardem, bo głównym zagrożeniem są mróz, lód i śnieg. Na południu Europy — w Chorwacji, Hiszpanii i we Włoszech, gdzie prowadzimy serwis instalacji elektrycznych na wielu jachtach — sytuacja wygląda inaczej. Zimowanie na wodzie jest tam normą, nie wyjątkiem, a mróz i lód praktycznie nie występują w typowych marinach na wybrzeżu. To nie znaczy jednak, że zimowanie można tam sobie odpuścić — po prostu ryzyka są inne i inaczej trzeba się do nich przygotować.
Kilka czynników sprawia, że większość właścicieli jachtów na Adriatyku, hiszpańskim wybrzeżu czy Sardynii zostawia łódź w marinie na zimę zamiast wyciągać ją na ląd:
Klimat — temperatury w typowej marinie na Adriatyku czy Morzu Tyrreńskim rzadko spadają poniżej zera na dłużej, więc ryzyko zamarznięcia wody w instalacjach jest znacznie mniejsze niż w Polsce.
Infrastruktura — duże mariny mają dobrze rozwinięte zimowe stanowiska postojowe i pakiety serwisowe „szyte pod” właśnie ten model zimowania (więcej o tym niżej).
Sezon czarterowy — wiele jachtów wraca do eksploatacji wcześnie wiosną, a pozostawienie ich na wodzie skraca czas przygotowania do pierwszego rejsu.
Koszt — regularny postój na wodzie bywa tańszy niż transport na plac i sezonowe składowanie, zwłaszcza dla większych jednostek.
To jednak nie znaczy, że jacht na południu Europy nie potrzebuje zimowania — zmienia się tylko hierarchia zagrożeń.
W Polsce klasyczna lista „co przygotować na zimę” zaczyna się od ochrony przed mrozem. Na południu Europy kolejność jest inna:
To właśnie silny wiatr regionalny, a nie temperatura, jest głównym zagrożeniem na zimowym postoju w regionie śródziemnomorskim — mistral (Francja, Sardynia), bora (Adriatyk) i tramontana (Sardynia, Hiszpania) potrafią wiać z dużą siłą przez wiele godzin, testując cumy, odbijacze i pokrycie jachtu znacznie mocniej niż typowy polski sztorm zimowy. Dlatego przed zimą warto podwoić cumy, zabezpieczyć je przed przetarciem na kluzach i knagach, dołożyć odbijacze i zdjąć albo dobrze zabezpieczyć wszystko, co może pracować na wietrze: żagle, bimini, sprayhood.
Zamiast martwić się pękniętym blokiem silnika od mrozu, właściciel jachtu zimującego np. w chorwackiej marinie powinien skupić się na dwóch innych czynnikach: wilgotności (sprzyjającej pleśni przy niedostatecznej wentylacji) oraz promieniowaniu UV, które przy łagodnym klimacie i częstym słońcu przez całą zimę degraduje plandeki, uszczelnienia i elementy gumowe znacznie szybciej niż w chłodniejszym klimacie.
Jacht stojący nieruchomo w wodzie morskiej przez kilka miesięcy, przy stale podłączonym zasilaniu lądowym w gęsto obsadzonej marinie, jest bardziej narażony na korozję galwaniczną (prądy błądzące między jachtami podłączonymi do tej samej sieci) niż na lód. Szczegółowo opisaliśmy to w części 2 — tu tylko przypomnienie: dobra instalacja uziemiająca, sprawny izolator galwaniczny i anody to podstawa, nie dodatek.
Coraz popularniejszą alternatywą, szczególnie w Chorwacji, są tzw. suche mariny (dry marina) — jachty przechowywane są na specjalnych regałach na lądzie, ale wyciągane na wodę „na życzenie” w ciągu kilkunastu–kilkudziesięciu minut, dzięki podnośnikom obsługiwanym przez marinę. To rozwiązanie łączy zalety obu światów: podwodna część kadłuba nie stoi w wodzie przez całą zimę (mniejsze ryzyko porostu, łatwiejszy dostęp do przeglądu), a jednocześnie nie wymaga klasycznego, wielomiesięcznego zimowania na placu pod plandeką. Warto sprawdzić dostępność takiej opcji, jeśli marina w wybranym regionie ją oferuje — bywa dobrym kompromisem cenowym między postojem na wodzie a pełnym zimowaniem na lądzie. Dotyczy to głównie mniejszych jachtów motorowych.
Duże mariny na Adriatyku oferują gotowe, płatne pakiety zimowej obsługi jachtów pozostających na wodzie — i warto z nich korzystać, zwłaszcza jeśli właściciel nie mieszka w regionie i nie może osobiście dojeżdżać na regularne kontrole.
Typowy zakres takiego pakietu obejmuje:
cykliczny rozruch silnika/agregatu — utrzymuje smarowanie i ogranicza wpływ wilgoci na nieużywany silnik,
kontrolę stanu akumulatorów — naładowanie i sprawdzenie kondycji, często rozliczane osobno dla akumulatora rozruchowego i baterii serwisowych,
inspekcję zęzy — wczesne wykrycie ewentualnego przecieku, zanim stanie się poważnym problemem,
okresowe otwieranie i zamykanie zaworów dennych — żeby nie zapiekły się podczas długiego bezruchu.
Ciekawostka. W ofertach niektórych chorwackich marin usługa kontroli akumulatorów jest rozliczana za sztukę baterii, nie za jacht — osobna stawka miesięczna za każdy akumulator sprawdzany i doładowywany w marinie, osobna (nieco wyższa) za kontrolę wykonywaną bezpośrednio na jachcie zamiast w warsztacie serwisowym. To dobry przykład na to, że warto dokładnie czytać zakres i cennik takiego pakietu przed podpisaniem umowy — różnice w cenie potrafią być spore w zależności od tego, ile baterii ma jacht i gdzie fizycznie są ładowane.
Zamawiając taki pakiet, warto zrobić to z wyprzedzeniem (niektóre mariny przyjmują zamówienia już od początku sezonu, nawet bez ustalania dokładnego terminu wykonania) i wyraźnie ustalić częstotliwość wizyt — „raz w miesiącu” w praktyce oznacza czasem bardzo różne rzeczy w różnych stoczniach.
Nawet przy wykupionym pakiecie serwisowym część przygotowań pozostaje po stronie właściciela — dokładnie te same czynności, które opisaliśmy w części 1 tej serii:
przygotowanie silnika i ewentualnego agregatu (olej, filtr, paliwo, fogging),
mycie kadłuba i pokładu przed „zamknięciem” jachtu na zimę,
zabezpieczenie elektroniki pokładowej i cennego wyposażenia — w popularnych turystycznie marinach ryzyko kradzieży w sezonie martwym bywa realnym problemem, niezależnie od klimatu,
sprawdzenie polisy ubezpieczeniowej pod kątem postoju na wodzie w danym kraju (wymogi bywają inne niż w Polsce, a niektóre polisy różnicują ochronę w zależności od regionu Morza Śródziemnego).
Na tym kończymy czteroczęściową serię o zimowaniu jachtu. Podsumowując:
Część 1 dała wspólny fundament: jak wybrać miejsce postoju oraz jak przygotować silnik, agregat i umyć jacht — bez względu na to, gdzie ostatecznie spędzi zimę.
Część 2 przeszła przez zimowanie na wodzie w marinie śródziemnomorskiej od strony instalacji: akumulatory, zasilanie z lądu i korozję galwaniczną, agregat, klimatyzację, odsalarkę i wodę.
Część 3 przeprowadziła przez pełną procedurę zimowania na lądzie — od wyciągnięcia z wody, przez podparcie kadłuba, po instalacje wodne i wnętrze.
Część 4 pokazała, że na południu Europy zimowanie na wodzie to nie kompromis, tylko sprawdzony standard — wymagający jednak innej hierarchii priorytetów niż ta znana z polskich marin.
Bez względu na region i wybrany wariant, jedna zasada łączy wszystkie cztery części tej serii: zimowanie to nie jednorazowa czynność, tylko proces — od decyzji jesienią, przez regularny nadzór w trakcie zimy, po dokładny przegląd przed pierwszym wypłynięciem wiosną.
Część 4: południe Europy, woda jako standard
Strefa klienta · Zlecenie online · Polityka prywatności i cookies · Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują ją Polityka prywatności oraz Warunki korzystania z usług Google.